Staropolska uczta pod jemiołami
Każde miejsce tworzone jest z ludzkich pragnień.
Aby trafić do restauracji wystarczy skręcić w centrum Bielska-Białej w ulicę Cechową. Od hałasu gwarnego na co dzień traktu, oddziela ją piękna, kuta brama stuletniej kamienicy. Obszerna sień prowadzi na podwórze, gdzie, jakby na przekór wszystkiemu, wiele lat temu wyrosło potężne drzewo. Kiedyś dawało miły chłód i cień mieszkańcom kamienicy, teraz zaprasza wszystkich w progi restauracji, którą urządzono w jej piwnicach. W jego rozłożystych konarach zadomowiła się jemioła i to zapewne za jej przyczyną przenosimy się niepostrzeżenie do pańskiego domu pełnego spokoju i uroku. Wszak od wieków wiadomo, że jemioła spełnia ludzkie życzenia...
Garnce na płotach, dynie na schodach
Kiedy zajdziemy tu latem, nie wchodźmy jednak od razu do środka. Odpocznijmy wśród bujnej zieleni i kolorowych kwiatów w przylegającym do domu ogródku. Zwłaszcza, że na wybrukowanym placu gospodarze ustawili solidne, drewniane stoły i ławy, na których można przysiąść. Nawet, gdy pada ciepły, lipcowy deszczyk, bo stare, potężne bale tworzą konstrukcję dachu, pod którym można znaleźć schronienie. I poczuć zapach siana, które suszy się pod powałą. Atmosferę sielskości dopełniają wiszące dookoła chomąta oraz uprzęże końskie i garnki, które gospodyni zawiesiła na płocie. Niezmąconą niczym ciszę przerywa jedynie szum wody poruszającej ogromne, drewniane koło młyńskie, a w niektóre letnie piątki i soboty muzyka grana wieczorami na żywo.
Schodząc po schodach do wnętrza mijamy wielkie garnce z cebulą, ziarnami zbóż i wiklinowe kosze z ziemniakami. Na jednym z kamiennych schodów przykucnęły dorodne dynie, z których gospodyni zrobi konfitury. Zresztą w powietrzu czuć już ich zapach, bowiem wchodzimy do kuchennej izby, w której na pobielonym piecu z kutym paleniskiem jeszcze przed chwilą ktoś smażył powidła. Na ścianach ze stuletnich desek i cegieł wiszą bukiety suszonych ziół, których aromat miesza się z zapachem grzybów. Gospodyni robi zapewne z nich zupę lub sos... Albo dodaje do golonki, bo przecież zawsze w kwietniu to miejsce wypełnia zapach golonek przyrządzanych na różne sposoby.
Żurek na urodziny, barszcz na święta
Przed nami już jednak izba wizytowa, w której można przysiąść przy drewnianych stołach. To tutaj gospodarz spotyka się w interesach z właścicielami innych majątków, a i oni przychodzą w to miejsce, aby załatwić swoje sprawy. Izby pełne zakamarków upodobały sobie także niewiasty i chętnie spotykają się „Pod Jemiołami” na pogaduszki. Przy gorącym żurku podawanym w chlebie razowym, żeberkach miodowo-imbirowych i piwie z migdałami rozmawiają o rzeczach ważnych i mniej ważnych. Właśnie do swoich kumoszek przysiadła się gospodyni i wspólnie planują urodziny, które ma zamiar zrobić w jej domu jedna z nich. Kuma mówi bowiem, że nie ma zbyt dużo czasu na przygotowania, a poza tym w swoim domu nie pomieści aż tylu gości. Planują więc szczegółowo wszystkie dania, które pojawią się na stołach.
Gospodarze nie boją się takich wyzwań, bowiem mają w tej kwestii już spore doświadczenie. Robili w swoim domu urodziny, imieniny, komunie i stypy. Także uroczyste kolacje wigilijne, podczas których nie może zabraknąć karpia, barszczu z uszkami oraz pierogów z kapustą kwaszoną i grzybami. Największy stół w domu, który stoi w izbie zwanej przez domowników balową, przybierają igliwiem, a na ścianach zawieszają girlandy. Zapach przyrządzanych wtedy potraw miesza się z zapachem lasu, bowiem w każdej izbie swoje miejsce znajduje choinka. Co prawda do tej nowości gospodyni nie może się jeszcze przyzwyczaić, bo wolałaby, aby tak jak dotychczas, w każdym rogu jej domu stał snop zboża, ale - jak mówi - trzeba iść z duchem czasu. Na pewno jednak nie zrezygnuje nigdy z tradycyjnego sianka pod śnieżnobiałym obrusem oraz z ozdób ze słomy i bibuły, którymi co roku dekoruje wiszące pod sufitem gałązki jodły, sosny lub świerka.
Serce z truskawek, karczek z dzika
Po Wigilii gospodarze zwykle zaczynają przygotowania do Sylwestra, a potem do balu karnawałowego. W przypadku tego ostatniego jest to bal przebierańców, w czasie którego zawsze zaskakują gości czymś nowym. Później, ponieważ wokół ich córek ciągle kręci się wielu kawalerów, są Walentynki i desery w kształcie serca, które już sprawiły, że ich najstarsza córka w końcu wyjdzie za mąż. Gospodyni mówi, że te musy truskawkowe i malinowe z lodami były jej ostatnią deską ratunku, bo Zosia, mimo, iż już dawno wyrosła z wieku dziecięcego, nadal nie mogła znaleźć adoratora. A tu proszę! Teraz z dumą pokazuje wiano, które trzyma dla niej w pięknie zdobionych skrzyniach. I jak podkreśla, nie ma ani ziarna prawdy w plotkach, które mówią, że do deserów dodaje lubczyk.
To właśnie najstarsza córka gospodarzy i jej młodsze siostry uwijają się z gracją po izbach, proponując gościom wszystko to, czym chata bogata. Wszelakie zakąski, polewki, dania z wieprza i z wołu, drób, dziczyznę, ryby i ptactwo różnorakie. Potrawy mączne i słodkie desery. W powietrzu czuć już gotującą się w kuchni kwaśnicę i pieczony karczek z dzika w sosie grzybowym. Gdy na deser przynoszą jabłka nadziewane konfiturami i zapiekane z miodem, z rogu pokoju dobiega szmer. To najmłodsze dzieci gospodarzy bawią się w „Jagusinej Izbie”. Na wieść o smakołykach upuściły drewniane zabawki i szmaciane lalki. Nawet konik na biegunach znieruchomiał.
Maj będzie jazzowy, a czerwiec szampański
Ale co tam... Już Zosia staropolskim zwyczajem proponuje dla ugaszenia pragnienia piwo. Tylko, które wybrać? Kwaszone, grzane, rżnięte, z korzeniami czy z migdałami? Może jednak babskie, bo wtedy nogi zaniosą nas jeszcze do największej izby na tańce. To właśnie tam będą tańczyć goście na weselu najstarszej córki gospodarzy. Ale wcześniej, bo już w maju, w tym miejscu zabrzmi muzyka grana na żywo. Brat gospodarza był niedawno w Nowym Orleanie i tak mu się spodobała tamtejsza muzyka, że postanowił ją promować. Gospodarz mówi, że ta nowa muzyka to jazz, więc koncert nazwał Majówką Jazzową.
Zresztą gospodarze lubią muzykę. U nich w domu na co dzień można usłyszeć polskie melodie, a ich progi odwiedził Alosza Awdiejew i grupa Myslovitz. Muzyki granej na żywo nie zabraknie też podczas Walentynek i Szampańskiego czerwca. Przez cały miesiąc gospodarze mają zamiar gościć w swoich progach tych wszystkich, którzy lubią ten trunek z bąbelkami. No i truskawki.
A w wakacje będzie tak bardzo oczekiwane przez wszystkich domowników wesele najstarszej córki. Ojciec przyszłej panny młodej już robi krupnik, śliwowice i jarzębiak, a w piwnicy od zeszłego roku stoją miody pitne i wina. Oj, będzie huczne weselisko! Zosia z narzeczonym już jeżdżą i spraszają ludzi na ucztę. Zaprosili nawet Cygankę, która podczas zeszłorocznej zabawy andrzejkowej, wywróżyła dziewczynie kawalera. Ale gospodyni twierdzi, że wesele będzie jednak przez tę jemiołę, bo gdy pod jemiołą stanie para i umawia się, to się ożenią. To pewnie pod drzewem przy wejściu umawiała się ze swoim ukochanym najstarsza córka gospodarzy.

zobacz: www.nastroje.com.pl
|